poniedziałek, 1 sierpnia 2011

 Zawsze lubiłem patrzeć na Laurę. Obserwowałem ją bacznie, gdy w niesłychanie drogiej sukience posyłała uśmiechy, nienagannie dygała przed ważnymi osobistościami i zabawiała rozmową swoich znajomych. Wszystko w niej zdawało się być doskonałe, chociaż ona sama twierdziła inaczej. Nie ulegało wątpliwości, że była jedną z najładniejszych dziewczyn na tym przyjęciu. Nie chciałem tam z nią iść, bo nigdy nie interesowało mnie płaszczenie się przed grubymi rybami stolicy uwiązanymi krawatami w kolorach pasujących do sukienek ich małżonek. Cóż jednak miałem zrobić, gdy stanęła przede mną ubrana tylko w cieniutką bieliznę i dziesięciocentymetrowe szpilki z przechyloną zadziornie głową. Jej włosy w kolorze żyta  zdawały się wtedy spływać z ramion jak wodospad.
- Jeremi... - zamruczała, prawie nie ruszając ustami - Jeremi, proszę cię. Wszyscy tam będą. Co powie Aldona, gdy zobaczy, że przyszłam sama?
- Nie powinno jej to interesować - odpowiedziałem bardzo chłodno, co odzwierciedlało w pełni moje uczucia względem Aldony, matki Laury, która regularnie wtrącała się do naszego życia. 
Tak, to było nasze życie. Od momentu, gdy Laura pojawiła się na mojej drodze, wiedziałem, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Nie wiem, czy chodziło wtedy o miłość, czy może już o status społeczny, na którym tak bardzo jej zależało, ale chciałem być przy niej. 
- Przecież znasz moją rodzinę - powiedziała, kładąc moje dłonie na jej kobiecych biodrach - wiesz doskonale, jacy są.
Oczywiście, że wiedziałem. W gruncie rzeczy brałem udział w prawie każdej rodzinnej uroczystości, a było ich wiele. Objąłem prawie nagie ciało Laury i przytuliłem do swojego. Ona potraktowała to jako zgodę, więc tradycyjnie włożyła dłonie w moje tylne kieszenie i spojrzała mi prosto w oczy. 
- Ale to będzie ostatni raz - zastrzegłem sobie - później będziesz się tłumaczyła, że musisz uczyć się do matury.
- Oczywiście - przytaknęła - Wiesz, że cię kocham?
Wiedziałem o tym od dawna. Nie wiem, dlaczego jej o tym nie powiedziałem. 
 Tego dnia Laura odeszła. Nagle zniknęła z mojego życia na zawsze.Ktoś zatrzasnął drzwi w łazience, ktoś inny zapomniał włączyć klimatyzację, a ktoś jeszcze inny nie przetestował sprawności piecyka gazowego. Nie pamiętam już nawet, jak to się stało. Nie pamiętam jej pogrzebu. Nie pamiętam żalu za nią. Już nigdy miałem nie zobaczyć jej pięknej twarzy, ani dotknąć jej ust. Oderwane od tego świata myśli krążyły mi po głowie przez długi czas do momentu, gdy moi rodzice nie zaczęli wypytywać o stan mojego ducha. Obudziłem się, gdy uznali, że nie mogą mi w żaden sposób pomóc i że to miasto powoli mnie zabija. Nie miałem tyle szczęścia co Laura, która dzięki łasce Warszawy umarła szybko i bezboleśnie. Mnie stolica torturowała stopniowo trawką, amfą, wódką i kilkudniowymi utratami pamięci. Dlatego zaproponowali mi wyjazd. W dowolne miejsce na świecie. Odpocznę na chwilę, wrócę do szkoły w przyszłym roku, nic się nie dzieje, wszystko będzie dobrze. Mogłem zażądać Jamajki albo chociaż Majorki, ale nie wiedzieć czemu, zażyczyłem sobie tego jedynego miejsca na ziemi.
- Chciałbym zamieszkać u stryja Władka - odpowiedziałem - Dokończyć tam naukę i zdać maturę.
- Chcesz się przenieść do innej szkoły, kiedy do matury zostały raptem cztery miesiące? - zapytała z niedowierzaniem moja matka - Wiesz dobrze, że pieniądze nie grają roli. Możesz odpocząć sobie gdzieś indziej....
- Ale ja nie chcę odpoczywać! - warknąłem zbyt gwałtownie, za co ojciec skarcił mnie groźnym spojrzeniem - Chcę po prostu stad wyjechać i zacząć wszystko od nowa. 
  I tak oto wszystko się zaczęło. Siedziałem w pociągu w wagonie lotniczym obok jakiegoś faceta, zastanawiając się, co ja najlepszego wyprawiam. Kierunek - Rzeszów. Miejscowość widziana przez mgłę kojarzyła mi się tylko z rodzinnymi zjazdami w wakacje. Stryj Władek był moim ulubionym członkiem rodziny, bo jako jedyny nie dbał o pieniądze. Wybrał całkiem przeciętne życie w bardzo przeciętnym mieście, ale z ukochaną żoną Małgosią. Ją również bardzo lubiłem. nie mogłem jednak nigdy dogadać się z ich synem - Oskarem. Nie to, że go nie lubiłem, po prostu zawsze, gdy przyjeżdżaliśmy z rodziną, on zamykał się w pokoju z moją starszą siostrą Lidką, którą uważał za swój największy autorytet. Przesiadywali całymi dniami tylko w swoim towarzystwie i rozmawiali o teatrze, a mnie brakowało odwagi, żeby do nich dołączyć.
   Wszystko było już załatwione. Stryj zapisał mnie do nowej szkoły, zameldował w swoim domu i zarejestrował u lekarza rodzinnego. Zdawało się, jakby się cieszył na mój przyjazd. Mnie było wszystko jedno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz