sobota, 5 listopada 2011

4.Jeremi. Wartości poznawcze

Nie chciałem się nikomu narzucać. Ani stryjowi, ani cioci, ani Oskarowi. Zwłaszcza Oskarowi. Nigdy nie darzył mnie sympatią, a ja z reguły nie staram się wchodzić w interakcję z ludźmi, którzy mnie nie lubią. Jednak jego wyraz twarzy, gdy wszedł do mieszkania sprawił, że poczułem się winny całego zła na świecie. 
- Cześć - rzucił, wyzwalając twarz z szalika. Starał się brzmieć cokolwiek obojętnie, jednak chłód przebijał się przez jego słowa. - Jak podróż?
- Dobrze - odparłem, mieszając łyżką w misce zupy. 
Koniec. Zdawkowa wymiana uprzejmości oswobodziła Oskarka z jakichkolwiek skrupułów i już wybierał się do swojego, a właściwie naszego pokoju, gdy odezwała się ciotka:
- Oskar, chodź tutaj. Zupę ci nalewam. 
- Nie jestem głodny. Jadłem na mieście z dziewczynami. 
- Ale co ty opowiadasz - wtrącił stryjek. - Jerzyk przyjechał, posiedź z nami chwilę. 
Chłopak westchnął głośno, poprawił okulary na nosie, po czym opadł na taboret po drugiej stronie stołu kuchennego. Nie spojrzał na mnie ani jeden raz podczas wspólnego posiłku. 
 - Do drugiego dania pozostało kilka chwil, więc możecie sobie iść do pokoju - oznajmiła ciocia. - Pewnie macie jakieś wspólne tematy. My, starzy, nie będziemy się wam wtrącać. 
- Racja - dodał stryjek, wrzucając kawałki chleba do zupy. - Oskar może opowiedzieć co nieco o szkole... przecież za dwa tygodnie i Jerzyk tam pójdzie. 
Kiwnąłem głową, po czym ostrożnie podniosłem się z taboretu. Chwilę po mnie, również bardzo powoli uczynił to samo Oskar. Skierował się w stronę małego pokoju po drugiej stronie korytarza, otworzył drzwi i wszedł do środka. Zamknąłem za nim, skupiając się na przestrzeni, w której miałem spędzić najbliższe kilka miesięcy. Był to niewielki, umalowany na biało pokój przemeblowany specjalnie na moje przybycie. Po obu stronach pod ścianami stały jednoosobowe, posłane łóżka, i zestaw czarnych mebli: dwie małe szafy i dwa biurka. Nad tym po prawej stronie wisiała tablica korkowa zapełniona fotografiami, kolorowymi świstkami papieru i wycinkami z gazet. Oskar usiadł na łóżku obok, a ja skupiłem wzrok na zdjęciach. Myślałem, że zobaczę na nich te jego koleżanki, jednak wszystkie ukazywały przyrodę: w różnych aspektach i o różnych porach dnia i roku. Był jakiś wiejski krajobraz zimą, pole rzepaku o zachodzie słońca, drzewa owocowe w wiosenny dzień. Całkiem przyzwoicie ujęte. 
- To... co chciałbyś wiedzieć? - odezwał się w końcu mój kuzyn.
- Ty je zrobiłeś? - zapytałem, nie odwracając wzroku od zdjęć. 
- Tak. 
- Fajne.
- Dziękuję - mruknął, jakby trochę ożywiony. - A coś o szkole?
Musiałem się dobrze zastanowić nad swoim pytaniem, bo przeczuwałem, że może być ono moim ostatnim. Oskar przez chwilę wykazał jakiekolwiek zainteresowanie, lecz zaraz wrócił do stanu wyjściowego. 
- Jaka jest moja przyszła klasa?
- Prawie sami faceci - odparł. - Kilku kujonów, paru osiłków, klasowych klaunów i oczywiście tak zwana grupa imprezowa. Standard.
- Co to za ludzie?
- Grupa imprezowa? Nie powinienem mówić o nich źle, bo jej prowodyrem jest chłopak mojej najlepszej przyjaciółki, ale nie są to zbyt mili ludzie...
- Chłopak Julii? - przerwałem mu gwałtownie, po czym od razu ugryzłem się w język. 
Oskar wytrzeszczył oczy i zapytał podejrzliwie:
- Skąd znasz Julię?
- Ja...usłyszałem twoją rozmowę z ojcem przez telefon... - odparłem niepewnie. 
To pytanie było już na pewno moim ostatnim. 
- Mam jeszcze jedną przyjaciółkę. Nazywa się Ania - mruknął niespodziewanie Oskar - i to o jej chłopaku mówiłem. 
Zaskoczony kiwnąłem jedynie głową, po czym usiadłem na swoim nowym łóżku. Było dość miękkie, ale przy tym całkiem wygodne. To, co powiedział mi Oskar, wybiło mnie z pantałyku. Zastanawiałem się, dlaczego zareagował tak gwałtownie na myśl o tej Julii. Nawet jej nie znałem. 
- Nie będę ci o nich opowiadać za dużo. Poznasz ich wszystkich za dwa tygodnie - usłyszałem jakby z oddali. Oskar stał już przy drzwiach z pytającym wyrazem twarzy. - Nie idziesz na drugie danie? 
- Idę. oczywiście, że idę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz